23 grudnia 2014

Igrzyska Śmierci: Kosogłos

Trudno omawiać film, który doświadczyliśmy w zasadzie połowicznie. Dodatkowo to rozdział zamykający losy Katniss Everdeen, interesujący przede wszystkim dla fanów poprzednich ekranizacji oraz książkowego pierwowzoru. Francis Lawrence odrobił lekcje z niepowodzeń uczynionych przy W pierścieniu ognia, choć pierwsza połowa „Kosogłosu” to bardziej dramat polityczny dziejący się w kuluarach wojny niż kino sensacyjne z prawdziwego zdarzenia. I bardzo dobrze gdyż dzięki temu wyróżnia się pozytywnie pośród sequeli!







Człowiek wchodzi w historię, wydaje mu się nagle tak absorbująca, że żyje już tylko nią. I nagle, nie wiedząc w sumie dlaczego, zostaje „wyproszony” z tego świata. Każe mu się cierpliwie wyczekiwać końca fabuły, jakby nie miał nic ponad to do roboty. Frustracja buzująca w odbiorcy sprawia, że takie działania zawsze będą w jakiejś mierze niesprawiedliwe, wymuszone, czyniące szkody w postaci rozczarowania odbiorcy. Skoro bowiem za rok będziemy mogli obejrzeć drugą część Kosogłosu to po co widz obecnie ma wybierać się na maratony filmowe Igrzysk Śmierciserwowane przez multipleksy? Nawet jeśli książkowy oryginał był podzielony wewnątrz na dwie księgi to takich rzeczy pożeraczom popkultury się czynić nie powinno.



Pomimo powyższych wątpliwości, najnowszą część filmowych Igrzysk śmierci można uznać za udane przedsięwzięcie. Ogląda się ją bez większych zgrzytów. Nie mamy tu na szczęście do czynienia z sytuacją jak w W pierścieniu ognia, będącego powtórką z rozrywki zaserwowanej w pierwszej części, zaminowaną nielogicznościami i brakiem konsekwencji. Samo sedno sukcesu Lawrence’a-reżysera w tym przypadku polega na tym, że poszedł ze swoim filmem w innym kierunku.  To nie jest już popcornowa mieszanka Battle Royale z V jak vendetta i romantycznymi nudami.


Mało tutaj standardowej akcji, wybuchów (choć pojawiają się komiczne, wyświechtane klisze pokroju ratowania kota w ostatnim momencie). Dramatyzm budowany jest w tym filmie na emocjach, walce dyskursów. Sprawdzaniu, kto kogo bardziej przechytrzy w potajemnych manewrach.Podchody te ogląda się całkiem przyjemnie, nawet jeśli odczuwa się teatralność scen rozgrywających się w zamkniętych, klaustrofobicznych pomieszczeniach. Co prawda nadal mamy do czynienia z bajką o oblężeniu królestwa, mającą z realizmem mało punktów stycznych. Jest to jednak ukazane na tyle interesująco, że z chęcią obejrzy się ostatnią część w przyszłym roku, a niektórych skłoni to do zajrzenia do książki, łatwo dostępnej z powodu integrala. Czy to wystarczy do medialnego pokonania trzeciej części Hobbita, zbliżającej się w grudniu? Czas pokaże, chociaż film Jacksona wysuwa się lekko na prowadzenie przez to, że stanowić będzie dokończenie trylogii.


A Wy byliście na filmie? Jakie wrażenia?
Do następnego :*


11 komentarzy:

  1. Byłam w kinie i nie żałuję! Genialny film.
    http://nutellaax.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie dzisiaj byłam w kinie :) Super film !

    Zapraszam na konkurs, do wygrania wygląd bloga i post promujący ! --> KLIK

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam na tym, ale mi się nie podobało ;/
    Niektórych rzeczy nie rozumiałam, według mnie to najgorsza część igrzysk
    Ale to tylko moja opinia :)

    mysmilelile.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna recenzja ;)
    Ja też byłam w kinie na tym filmie i mi bardzo się podobał.
    Mój blog - klik!

    OdpowiedzUsuń
  5. rowniez zycze wesolych swiat!!

    OdpowiedzUsuń