16 marca 2017

9 November

Cześć kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was nareszcie z książkową recenzją. "9 November" już jakiś czas czeka, żeby coś o niej tutaj napisać i w końcu nadszedł jej dzień. Co do innych książek, to mam naprawdę sporo do przeczytania, a wiadomo jak to jest z czasem podczas szkoły. Ale co by nie było, codziennie czytam choć kilka kartek, żeby być na bieżąco. Muszę ogarnąć jakoś więcej czasu na czytanie, bo to jest coś, co naprawdę kocham, ale oczywiście trzeba dzielić to z innymi obowiązkami. Mam tylko nadzieję, że takie notki z recenzjami będą pojawiały się w miarę regularnie i nadal będą Wam się one podobać.


"9 November" autorstwa Colleen Hoover widywałam dość często już spory czas temu na książkowych instagramach i wszyscy się nią zachwycali, więc i ja w końcu się za nią zabrałam. Jak w większości przeczytanych przeze mnie książek, na tej również się nie zawiodłam. Była to moja pierwsza styczność z tą autorką, ale już zainteresowały mnie jej inne pozycje, także i one niedługo trafią w moje ręce.
Więc... Zacznijmy od początku.
Kiedy Ben i Fallon się poznają, mają po osiemnaście lat. Jednak mimo młodego wieku, oboje przeżyli więcej niż niejeden dorosły. Fallon, mając 16 lat ledwie uniknęła śmierci w pożarze. Od tamtego momentu jej ciało i duszę pokrywają blizny. Dziewczyna, będąc młodszą, występowała w popularnym serialu i była świetnie zapowiadającą się aktorką. Niestety, po wypadku anulowano jej kontrakt, a jej kariera aktorska się skończyła. Można się więc domyślić, że na tym wszystkim ucierpiała również jej pewność siebie i poczucie własnej wartości. Z kolei Ben - stracił oboje rodziców. Tatę - kiedy miał zaledwie trzy lata, a mamę, kiedy był szesnastolatkiem. Od tamtej pory jest sam z braćmi. Jednak jest to dopiero wierzchołek góry lodowej. Aby dowiedzieć się więcej, trzeba książkę przeczytać, żeby nie zdradzać Wam za wiele. 
Tytułowy 9 listopada jest szczególną datą zarówno dla Bena jak i dla Fallon. Oboje, gdyby mogli, najchętniej wymazaliby ją z kalendarza. 9 listopada jest również dniem, w którym nasi bohaterowie spotykają się po raz pierwszy. Niestety nie mają dla siebie dużo czasu, ponieważ Fallon przeprowadza się z L.A do Nowego Jorku. Mimo to postanawiają spędzić ze sobą ten dzień. Kiedy nadchodzi czas pożegnania się, Ben wpada na pomysł jak sprawić, by od teraz mogli czekać na tę datę z niecierpliwością. Postanawia, że będą spotykać się co roku, tego samego dnia, przez pięć lat. Jednak w międzyczasie nie mogą się ze sobą kontaktować. Ich zasada brzmi "9 listopada albo nic".
Szczerze mówiąc, jeszcze nigdy nie spotkałam się z książką o takich zwrotach akcji. Kiedy już myślałam, że wszystko będzie dobrze, działo się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam i naprawdę niepokoiłam się o losy głównych bohaterów. Jak zwykle, myślałam, że to będzie banalna historia, jak to bywa w większości książek. Jednak jest to przepiękna opowieść, o wadach, słabościach, akceptacji siebie i sztuce wybaczania. Bardzo wzruszająca, ale momentami również zabawna. Co tu dużo pisać, trzeba ją przeczytać, aby się przekonać, a jestem pewna, że większość z Was się nie zawiedzie.
Ulubione cytaty:

"Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym."

"Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być."

"Kiedy znajdujesz miłość, to ją bierzesz. Chwytasz obiema rękami i robisz co w swojej mocy, żeby jej nie puścić. Nie możesz tak po prostu od niej odejść i oczekiwać, że będzie trwać, dopóki nie będziesz na nią gotowa."

"Ciało jest po prostu opakowaniem dla prawdziwego daru wewnątrz."

"Nie możesz jeszcze wyjść. Jeszcze nie skończyłem się w tobie zakochiwać."
Czytaliście?
Buziaki, do następnego!

14 komentarzy:

  1. Jeszcze nie udało mi się przeczytać tej pozycji, mam za sobą dopiero jedną książkę tej autorki(Hopeless) i bardzo mi się podobała. Muszę sięgnąć po "November 9" w najbliższym czasie, bo w końcu zrobię się zbyt stara na takie lekturki.
    pozdrawiam // Książki w Piekle ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Koleżanka mi ją polecała, skoro trafiła i tutaj to musi być coś na rzeczy.. :)
    Narobiłaś mi ochoty na rafaello. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy o niej nie słyszałem ale recenzja zachęca do przeczytania osobiście. Pozdrawaim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę, że zainteresowałam Cię. Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Kurde nie miałam ostatnio okazji czytać niczego nowego, a szkoda bo Colleen Hoover to moja ulubiona autorka, więc chętnie przeczytam tą lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. tytuł obił mi się gdzieś kiedyś o uszy, ale jakoś nie zwróciłam na niej większej uwagi.. jednak po przeczytaniu tego posta zapowiada się ciekawie, te cytaty idelanie trafiają w moje serce :)
    http://karik-karik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to bardzo się cieszę, że Cię zainteresowałam :)

      Usuń
  6. Ja nie czytałam, ale wydaje się spoczko ;)
    Cytaty świetnie, dobrze, że je umieściłaś w tej recenzji ;)
    Bardzo ładne zdjęcia przyciągają uwagę!

    Zapraszam do mnie i jeśli mój blog Ci sie podoba zostaw obs ;)
    http://livetourevel.blogspot.com/2017/03/domowy-trening-brzucha-by-ewell.html

    OdpowiedzUsuń